„NIE MASZ CZASU NA NAUKĘ? ŹLE PLANUJESZ!” – DLACZEGO NIE ZAWSZE ZGADZAM SIĘ Z TĄ FILOZOFIĄ

Photo by Alvaro Reyes on Unsplash


Wiele głosów twierdzi, że jakkolwiek nasze życie by nie wyglądało w danej chwili, zawsze znajdzie się czas na naukę języka obcego.

“Jeśli naprawdę czegoś chcesz, dasz radę!”

“Nie można czekać, aż w życiu znajdzie się odpowiednia chwila — trzeba tę chwilę stworzyć!”

“Jeśli wydaje ci się, że nie masz czasu na naukę, wydaje ci się! Czas zawsze się znajdzie, jeśli tylko zaplanujemy swój dzień lepiej!”

Powiem wam, ja się tak powierzchownie z tymi stwierdzeniami naprawdę zgadzam. Na przykład podpiszę się pod tym, że nigdy nie będzie tak, że kalendarz nagle sam się nam otworzy na biurku, a wolne miejsce — ten idealny przedział czasu na naukę języka, fitness, czy to nowe hobby, które chcieliśmy zacząć już dwa lata temu — zaświeci się niczym neonowy szyld salonu gier w Tokio. Niskim barytonem narrator naszego życia nie podpowie nam też zza kulis “oto nadszedł ten dzień, kiedy Grażyna Kowalska wreszcie mogła rozpocząć długo wyczekiwaną naukę języka”.

Fajnie by było, ale brutalna prawa jest taka, że albo będziemy własnym barytonem lub Krystyną Czubówną, albo nasze życie wypełni cisza …ewentualnie dźwięk, jaki wydaje nasza głowa tłucząca w biurko z frustracji.

Toteż z jednej strony — jak najbardziej popieram proaktywne podejście do zarządzania własnym kalendarzem. Bardzo często faktycznie można dorzucić 30 minut nauki języka dwa-trzy razy w tygodniu, jeśli przemyślimy sobie grafik, ustawimy przypominajki i nie będziemy wiecznie szukać wymówek ani wiecznie zaczynać “od następnego poniedziałku”.

A jednak pomimo tego, co napisałam powyżej, dzisiejszy wpis poświęcę kwestii tego, że nawet jeśli zawsze teoretycznie się da, to praktycznie nie zawsze warto.

Zastanówmy się więc wspólnie kiedy i dlaczego nie warto.

Nie da się robić wszystkiego na raz

Ja wiem, że wy to wiecie, bo niby każdy to wie. Ale ja tu chciałabym zwrócić uwagę na to, że “wszystko” u każdego z nas zaczyna się gdzie indziej.

Niektórzy potrafią już od podstawówki żonglować dodatkowo sześcioma pozalekcyjnymi zajęciami i czują się wtedy jak ryba w wodzie. Inni żonglują tymi sześcioma i dają radę, ale dopiero, kiedy na chwilę przystaną, dociera do nich, jak bardzo przez ten czas byli zmęczeni. A jeszcze inni w ogóle nie mogą sobie tylu dodatkowych zajęć wyobrazić, bo padliby po tygodniu.

Ja należę do tej ostatniej grupy. Chociaż bardzo bym chciała robić kilkanaście rzeczy więcej niż faktycznie w ciągu tygodnia mi się udaje wykonać, mieć więcej fascynujących hobby lub przynajmniej poświęcać dużo więcej czasu tym obecnym, to jednak coraz częściej uderza mnie świadomość, że moja pula energii jest bardzo ograniczona. I jeśli “zadam sobie” za dużo, to po paru tygodniach sprintu nie jestem już nawet w stanie zrobić koniecznego minimum, zakopuję się w koc na pięć dni i czytam książki udając, że świat zewnętrzny nie istnieje.

Jeszcze jakiś czas temu, kiedy wpadałam pod ten koc na pięć dni bo musiałam odsapnąć, miałam wrażenie, że marnuję tyle okazji do bycia produktywną. Przecież inni przez ten czas zdążą nauczyć się tylu nowych rzeczy, a ja robię jedno wielkie nic…

Ostatnio jednak zauważyłam, że już mnie to nie rusza. Nie gryzę się, nie czuję presji; jak potrzebuję złapać oddech, to go biorę i jeszcze pilnuję, żeby jak najlepiej wykorzystać ten czas odpoczynku. I bynajmniej nie mam sobie tego za złe.

W chwilach, kiedy jestem zła, bo chcę robić osiem rzeczy, a energii starcza mi tylko na cztery, uczę się powtarzać sobie, że nie da się zrobić wszystkiego na raz…

…ale da się zrobić wiele rzeczy jedna po drugiej.

Zatem jeśli masz ochotę uczyć się nowego języka, ale zaraz masz maturę (masz albo i nie masz, bo kto to teraz wie?), sesję na studiach, albo po prostu trudniejszy okres w pracy, zastanów się, zanim weźmiesz na siebie kolejne wyzwanie.

Może warto sobie odpuścić… na razie?

Sztuka odpuszczania… ale nie do końca

Żeby nie było, że tak zniechęcam, od razu podpowiem, co można zrobić w takiej sytuacji, żeby i wilk był syty, i owca cała.

Jeśli czaisz się, żeby rozpocząć naukę nowego języka — lub też wrócić do starego, który leży sobie zaniedbany — ale jednocześnie masz wrażenie, że nie masz na to obecnie czasu, zajmij się… planowaniem nauki.

Zawsze, kiedy znajdziesz wolne pięć minut, kiedy to będzie dręczyć cię myśl “a może zacznę się uczyć?”, najpierw zacznij szukać źródeł. Poprzeglądaj strony z darmowymi materiałami, zacznij zastanawiać się jak i skąd będziesz się uczyć gramatyki? Słownictwa? Gdzie znajdziesz teksty w danym języku na twoim poziomie? Jak będziesz ćwiczyć słuchanie?

Zastanów się ile czasu będzie ci potrzebne na każdą z tych rzeczy. Zapisz sobie to na kartce, np. gramatyka – 30 min 1 x w tygodniu, słuchanie – codziennie rano wiadomości do śniadania, itd.

W wybranym notatniku zrób listę przydatnych stron internetowych, kursów i innych ciekawych źródeł. Opisz lub zaznacz sobie te, od których warto zacząć, a które przydadzą się tobie na bardziej zaawansowanym poziomie.

Zacznij je przeglądać i eliminować te, które z jakiś względów cię nie przekonają. Może są zbyt przeładowane treścią lub przeciwnie – zbyt łatwe? Zbyt dziecinne? Może prowadząca mówi za skrzeczącym głosem? …a może mówi tak prowadzący? 😉 Wybierz te źródła, za które faktycznie masz ochotę się zabrać.

Zredukuj listę, ogranicz materiały w myśl idei, że od przybytku głowa jednak może rozboleć.

Tym samym zyskasz dwie rzeczy:

1. Pewność, że twój zapał nie jest słomiany. Jeśli po dwóch tygodniach przeglądania materiałów i planowania sobie nauki idea nowego języka już zdążyła ci się lekko znudzić; jeśli nie czujesz ekscytacji na myśl, że już zaraz możesz wreszcie ruszać z nauką, to… oszczędziłeś sobie zachodu i być może trochę pieniędzy na kupowaniu podręczników 😉 A jeśli nadal przebierasz nogami na myśl, że wkrótce zaczynasz na poważnie, to właśnie przeszedłeś pierwszy test —  test wytrwałości!

2. Plan działania! Semestr się kończy, matura napisana, a ty zamiast buszować po Internecie i szukać materiałów do nauki, od razu masz je wybrane i przeanalizowane, tylko czekające, aż do nich usiądziesz. Korzystasz podwójnie, bo po pierwsze od razu możesz się rzucić w wir nauki, nie “marnując czasu” na planowanie, ale z drugiej strony nie działasz też na oślep, bo plan już jest gotowy.

Pozwól sobie na spontaniczność

Jak mogliście zauważyć, jestem zwolenniczką planowania, ale jednocześnie przeciwniczką wypełniania sobie grafiku po brzegi.

Jeśli czujesz, że twój kalendarz pęka w szwach i żeby zmieścić swoje plany musisz założyć, że wstaniesz codziennie o 6 rano, chociaż tak naprawdę godzina 8 jest zdecydowanie bliższa twojemu sercu, to wydaje mi się, że czas odłożyć na później coś, co odłożyć się da.

Może warto raczej dołożyć godzinkę czytania relaksującej książki na koniec dnia, aniżeli kolejną “superproduktywną”* rzecz, do której naprawdę trzeba wysilić naszą łepetynkę.

[*czytanie książek też jest produktywne, wiem 😉 Ale liczę, że rozumiecie, co tutaj chcę przekazać]

W nauce języka osobiście najbardziej lubię te chwile, kiedy tak się zakopuję w danym temacie, że zupełnie tracę poczucie czasu. Na przykład siadam do japońskiego na pół godziny, żeby poćwiczyć pisanie znaków kanji, a “budzę się” trzy godziny później ze zbolałym nadgarstkiem i zeszytem pełnym znaków. Nie mogłabym sobie na to pozwolić, gdybym na japoński miała przeznaczone tylko te 30 minut z zegarkiem w ręku.

Dlatego na koniec tego wpisu chciałabym zaapelować — nie róbmy z nauki języka kolejnej rzeczy do odhaczenia z listy, bo wtedy staje się ona przykrym obowiązkiem.

Tymczasem kiedy pozwolimy sobie na spontaniczność, zobaczymy, że nauką języka naprawdę można się cieszyć.

Życzę wam, żeby nauka języków sprawiała wam ogromną frajdę!

Ciao!

2 myśli w temacie “„NIE MASZ CZASU NA NAUKĘ? ŹLE PLANUJESZ!” – DLACZEGO NIE ZAWSZE ZGADZAM SIĘ Z TĄ FILOZOFIĄ

  1. Ha, ja właśnie od zeszłego tygodnia wróciłam do szlifowania języka angielskiego – po niemal 1,5 rocznej przerwie. W obecnej pracy go nie wykorzystuję, pomyślałam więc, że szkoda byłoby zapomnieć „języka angielskiego w gębie”… Zapisałam się na zajęcia indywidualne, póki co będą to głównie konwersacje via Google Hangouts.

    Trochę się do tego zmusiłam, bo grafik mam strasznie zapchany, a perspektywa dorzucenia sobie kolejnego obowiązku (nawet tej 1h w tygodniu z lektorem plus jeszcze 1h na indywidualną pracę) nieco mnie przerażała, ale stwierdziłam, że to ważny dla mnie temat i nie chcę go zaniedbać. Dla zdeterminowanego zawsze się znajdzie czas 🙂 Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Całkowicie się zgadzam, że czasami musimy się najpierw do czegoś nieco przymusić, bo jak mówiłam, w kalendarzu miejsce magicznie nam się samo nie znajdzie. Myślę jednak, że nie można też zakładać, że każdy jest w stanie dołożyć coś więcej do swojego zapchanego grafiku, bo każdy ma inne życie i inny grafik i naprawdę nie każdy powinien próbować wciskać coś jeszcze. Jesteśmy różni.
      Niemniej jednak cieszę się, że tobie się udało. Powodzenia z angielskim!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: